Używamy Cookies w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników.
Dalesze korzystanie z tego serwisu oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Dowiedz się więcej o naszej polityce prywatności

Zamknij

17 - 28/06/2016

fot. M. Januszaniec
Galeriafot. M. Januszaniec

Urodzona w 1975 r. w Gröningen w Holandii Lotte van den Berg należy do grona najbardziej nieoczywistych i osobnych postaci europejskiego teatru. Jest córką Jozefa van den Berga (ur. 1949), słynnego holenderskiego twórcy teatru lalkowego, pisarza i reżysera. 14 września 1989 r. wypowiedział on wiarę i posłuszeństwo teatrowi. Wtedy właśnie, na kilka minut przed rozpoczęciem spektaklu Genoeg Gewacht (inspirowanego Czekając na Godota Becketta), stojąc na scenie antwerpskiego Desingel, wygłosił do publiczności oświadczenie, w którym opowiedział o doznanym religijnym objawieniu. Od tamtej pory jest pustelnikiem-nomadą. Wydarzenie to miało swoisty wpływ na dalsze życie 15-letniej wówczas Lotte van den Berg.

Droga jej życia zawodowego to wieloletnie dyskusje z teatrem, świadome zmaganie się z nim – od dziedzictwa ojca i dziecięcej fascynacji sceną, przez studia reżyserskie na Amsterdam University of the Art, współpracę z instytucjami (przez kilka lat van den Berg była reżyserem rezydentem w antwerpskim Toneelhuis), po własny zespół OMSK – niezależną strukturę zrzeszającą aktorów i reżyserów, założoną w 2009 r. W przypadku Lotte van den Berg teatr i życie osobiste szczególnie się oświetlają, wzajemnie kwestionują, stale weryfikują priorytety i nie pozwalają zastygnąć w standardowym pancerzu profesjonalizmu. Po okresie tworzenia projektów, które można zaklasyfikować – jako spektakle, happeningi czy filmy – od kilku lat Lotte van den Berg działa na pograniczu akcji społecznych i przedsięwzięć badawczo-artystycznych. Współpracuje z pisarzami, filozofami i teoretykami. W widzu dostrzega niezbędny podmiot wydarzenia – jego twórcę, podstawowy warunek, żeby wydarzył się teatr. Jest świadomą siebie i uniezależnioną od formalnych struktur reżyserką i animatorką zmiany, którą uruchomić może sztuka. Dzieli się też swoim doświadczeniem z innymi – była mentorką i osobą wspierającą na samym początku młody zespół Schwalbe, który od kilku lat podbija Europę swoimi oryginalnymi abstrakcyjnymi spektaklami (widzowie Malta Festival Poznań mogli go oglądać w ubiegłym roku w spektaklu Schwalbe Is Looking for Crowds), opartymi na intensywnej cielesnej kolektywności. Współpracowała też ściśle z artystami obecnymi w tegorocznym Idiomie: Driesem Verhoevenem czy Julianem Hetzelem, reżyserami aktywnie współtworzącymi holenderską scenę teatralną.

„Lubię patrzeć na drzewo, poruszającą się na wietrze gałąź, obok której ktoś czeka na autobus i trzyma w ręku siatkę ze słoikiem masła orzechowego. To, co zwyczajne, istnieje obok tego, co nieuchwytne” – mówi artystka. Jest wyczulona na sferę publiczną – tam, gdzie w skrzyżowaniu widzialności i niewidzialności dzieje się ludzkie życie. Miasto jest w jej przedsięwzięciach pierwszą i ostatnią sceną wszystkich akcji, w których uczestniczymy jako jednostki i zbiorowość, przestrzenią tragedii i komedii, kontaktu i alienacji. Tekst w jej działaniach nie odgrywa wiodącej roli, wiele z nich odbywa się bez słów. Język jest zaledwie jednym z elementów złożonego organizmu, jakim jest przedstawienie teatralne, każdorazowo podejmujące próbę ukazania kawałka świata z osobnej, unikatowej perspektywy. Bardziej niż literatura i gotowa historia van den Berg ciekawią przestrzeń i uczestnicy akcji performatywnej – napięcia, które się między nimi wytwarzają, to, w jaki sposób istnieją wobec siebie. Artystka pokazuje świat zbudowany z wielu równoległych zjawisk, dynamiki ruchu i bezruchu, działania i jego braku, prozaiczności i ukrytej w niej transcendencji, która uruchamia w człowieku wewnętrzną przemianę.

W podejściu Lotte van den Berg do teatru jest coś anarchizującego, nieuchwytność – artystka wyzwala się z ram jednej konwencji po to, by testować kolejną. Łączy wiele języków i mediów. Jest nazywana „holenderską minimalistką”. Artystka z premedytacją czyni swoją sztukę skrajnie surową i ogołoconą. Jednak jest to ubóstwo pozorne. Tam gdzie wszystkiego jest mniej, widać więcej. To kolejne zderzenie sprzeczności, złamanie ustalonego porządku. Reżyserkę stale zajmują paradoksy stanów nie do pogodzenia. Potrzeba bycia z innymi jest przeciwstawiona brakowi możliwości komunikacji. Chwilowa bliskość unieważnia dystans, warunkowo zawiesza nieufność. Widz jest zarazem aktorem, a aktor widzem. Nikt nie pozostaje tutaj poza polem gry. W teatrze Lotte van den Berg tematem wciąż jest człowiek i podstawowe pytania, które sobie zadaje. O to, w jakim jest położeniu, co czyni jego egzystencję osobną, dlaczego tu przyszedł, jak patrzy na to, co jest mu przedstawiane, czy jego spojrzenie znaczy więcej, czy mniej niż spojrzenie zbiorowości. Lotte van den Berg chodzi o kontemplację spraw generalnych, ale też o osobiste zaangażowanie, chce pozwolić wybrzmieć bardzo intymnemu tonowi.